KOLĘDA | DZIADY | KONIEC LATA | KUPALNOCKA | KOROWODY WIOSENNE | PRZYWOŁYWANIE WIOSNY | ZAPUSTY
Kolędnicy
30 grudnia 2007 i później... Ulice i domy Wrocławia...
|
Czas Godów, czyli zimowe święta, obchodzone od wieków po zimowym przesileniu. Narodziny Nowego Słońca. Wschód Nowej Gwiazdy. Narodziny Boga. Także szczególny rodzinny czas, kiedy wspomina się zmarłych przodków. Związane z tym czasem zwyczaje kolędnicze znane były w całej Europie i nie tylko. Kolędnicy, jako symboliczni wysłannicy Niebios, przynosili błogosławieństwo i byli chętnie witani w każdym domu. Rozśpiewanym przebierańcom ofiarowano specjalne obrzędowe jedzenie i alkohol, a w późniejszych czasach także pieniądze. W zamian za życzenia zdrowia, obfitości oraz powodzenia u płci przeciwnej w nadchodzącym roku.
Tym razem nie przygotowywaliśmy wielkiego masowego happeningu, ale skupiliśmy się na intensywnych próbach grupy kolędników. Mimo świątecznych wyjazdów oraz wirusów i chorób, udało się zebrać niewielki, ale mocny Zespół Kolędniczy Braci Ślimoków. Energicznie skandowane kolędy życzące z Lubelszczyzny, ludowe pastorałki, dwugłosowe kolędy dolnośląskich reemigrantów z Bośni - ćwiczyliśmy śpiew i chóralne składanie życzeń. Powstał spektakl, który postanowiliśmy wystawić nie tylko jednorazowo. W tym przypadku nasze pojawienie się na ulicy i składanie życzeń zaskoczonym przechodniom potraktowaliśmy jako inicjację, wstęp do prawdziwego kolędowania od domu do domu. Odwiedzanie przyjaciół w karnawale to wszak staropolska tradycja! W rezultacie nasze kolędowanie przeciągnęło się jeszcze daleko na styczeń...
Wszystkim, którzy zechcieli z nami pokolędować serdecznie dziękujemy!
Dziękujemy także za współpracę przyjaciołom, którzy zaangażowali się w organizację „KALENDARZA WROCŁAWSKIEGO” i byli z nami przez te wszystkie miesiące.
Wszystkiego najlepszego
w Nowym Roku 2008!
powrót do góry...
|
Dziady pod Pręgierzem
Zaduszki - 02.11.2007
więcej zdjęć...
|
Dzień Zaduszny. W jesienny wieczór łatwiej przypomnieć sobie o śmierci i przemijaniu. O przodkach, bez których nie było by nas. O dawnych trudnych czasach i o prawdziwych historiach tragicznych, które wydarzają się obok nas od wieków. Nie da się uniknąć tej mrocznej strony życia - wpisana jest w nasze ludzkie doświadczenia. Dzięki tej refleksji możemy jednak lepiej wykorzystywać czas, jaki nam pozostał.
Dawniej zawodowymi moralizatorami byli wędrowni opowiadacze i śpiewacy, którzy podróżując po kraju widzieli i słyszeli niejedno. Dziad, lirnik, kobzar - outsider i pielgrzym z misją naprawiania zepsutego świata - pod kościołem, w karczmie, w domu, na odpuście, w drodze... na rynku!
W Zaduszkowy wieczór spotkaliśmy się na Rynku pod Pręgierzem, by razem śpiewać tradycyjne pieśni o śmierci i przemijaniu. Każda z nich posiada wiele zwrotek o archaicznej składni, oryginalnej melodii i skali muzycznej. Pobrzmiewają w nich echa bardzo dawnych pieśni sakralnych jak i późniejszej wiejskiej muzyki tradycyjnej.
Kiedy zaczęliśmy śpiewać, rozpadał się deszcz. Pojawili się dziennikarze z radia i telewizji, jednak publiczność się pochowała. Skupiliśmy się na kontemplacji pieśni. Znicze paliły się w swoich latarenkach, kartony osłaniały nas od mżawki i wiatru. Zrobiło się naprawdę dziadowsko... Może właśnie dzięki naszej determinacji słuchacze jednak się pojawili. Jeden starszy pan przyniósł i zapalił swoje światełka, bo chciał uczcić bliskich pozostawionych na Syberii... Deszcz przestał w końcu padać. W dawnych wierzeniach zjawiskami atmosferycznymi zawiadywały duchy Przodków. Może ucieszyło ich nasze śpiewanie? ;-)
Dziękujemy wszystkim uczestnikom. Szczególne wyrazy wdzięczności dla Stowarzyszenia Schola Gregoriana Silesiensis (www.ssgs.pl), za teksty i melodie pieśni oraz za szczere zaangażowanie!
powrót do góry...
|
Ostatni Dzień Lata w Rynku
22.09.2007
więcej zdjęć...
|
Mieliśmy straaasznie dużo bagaży! Zielona dwukółka, do której zaprzęgnięto rower, była załadowana po brzegi. Do tego plecaki i walizy oraz dodatkowe torby, futerały i wiadra. Tradycyjny wyjazd rodzinny na wakacje. Przedział wiekowy mieliśmy od 5 do 60 lat!
Po przybyciu na plażę, czyli na róg Rynku i ulicy Świdnickiej, rozbiliśmy namiot, rozłożyliśmy kocyki i wielki parasol. Nadmuchaliśmy basenik, materac, kółka ratunkowe. Wypakowaliśmy ręczniki, klapki, kostiumy kąpielowe i opalacze. Dzieci bawiły się w piaskownicę, pan Sławek stroił gitarę, a pani Małgosia „Kulturalno-Oświatowa” rozdawała przechodniom ulotki informacyjne i daszki przeciwsłoneczne. Pojawili się przyjaciele, przysiadło się też kilku spontanicznych letników. Popijając kolorowe soki, wylegując się na kocyku i plotkując wesoło bawiliśmy się świetnie. W słoneczne popołudnie na Rynku kłębiły się tłumy, więc wiele osób zatrzymywało się przy naszej plaży. Dorośli byli nieufni: co reklamujecie? Czy to kampania wyborcza? Kto za tym stoi? Na szczęście dzieci nie miały takich problemów - od razu wiedziały, że to czas na zabawę!
Ostatnie chwile lata mijały nieubłaganie - kiedy już odśpiewaliśmy wszystkie piosenki z turystycznego śpiewnika oraz czterokrotnie powtórzony został kolonijny przebój o Madagaskarze (z „pokazywanym” refrenem!), zaszło słońce i zrobiło się chłodno. Niechętnie się pakowaliśmy i z żalem składaliśmy namiot. Postanowiliśmy nie tracić letniego nastroju i spotkać się znowu za rok! Będziemy do siebie pisać listy, a piasek znad morza i „muszelka znaleziona nad Wigrami” przypominać nam będą, że za zimowymi chmurami zawsze jest słońce...
powrót do góry...
|
KUPALNOCKA nad Odrą
22.06.2007
więcej zdjęć...
|
Spotkaliśmy się w dzień przesilenia letniego, wieczorem, nad rzeką. Zgodnie z nakazami tradycji, postanowiliśmy oddalić się od siedzib ludzkich, aby w tajemnicy, w sekretnym miejscu sprawować dawne obrzędy... Naszym celem przecież nie była zwykła impreza, ale dotarcie do źródła, zdobycie wiedzy tajemnej, odkrycie świata na nowo! Taki archaiczny rytuał wymaga ukrycia z dala od publiczności i każdy, kto jest obecny, jest częścią tego wydarzenia.
Wyruszyliśmy z Mostu Zwierzynieckiego, wzdłuż wałów za ZOO. Niby centrum miasta, a jednak...! Znajomi i nieznajomi, w sumie około trzydziestu osób, podzieliliśmy się na dwie grupy - męska i żeńską. Dla niektórych była to pierwsza poważna niespodzianka tego wieczoru! We współczesnej kulturze takie podziały okazują się być niepoprawne politycznie!
Chłopaki ruszyły przodem, a dziewczyny za nimi, chwilę później. Wędrowałyśmy po nadodrzańskich łąkach i plotłyśmy wianki. Śpiewałyśmy, plotkowałyśmy, spędzałyśmy czas po babsku. Wymyślałyśmy spisek dla chłopaków! W tym czasie grupa męska rozpalała ognisko i przygotowywała niespodziankę dla dziewczyn.
Kiedy się już całkiem ściemniło, obie grupy spotkały się. Dziewczyny śpiewały kupalne pieśni, chłopaki z pochodniami zaprowadzili je do ogniska. Niespodzianki-spiski wypadły wspaniale - światy męski i żeński spotkały się! Dzikie okrzyki i piski, pohukiwanie i wycie... po prostu sabat czarownic z diabłami! Dużo śmiechu!
Następne godziny mijały nam na śpiewach, jedzeniu, skokach przez ogień. Było też puszczanie wianków, litewski taniec niedźwiedzi, rosyjskie korowody i cygańskie pieśni. W doskonałych humorach przywitaliśmy świt nad Odrą!
Wiele osób przyznaje, że noc ta była dla nich wyjątkowa. Trudno jednak opowiedzieć dokładnie, co ich najbardziej poruszyło. Trudno też pokazać innym, co się wydarzyło - siły przyrody zazdrośnie strzegły tajemnic przesilenia i nasze aparaty fotograficzne zawiodły! Zachowało się tylko kilka fotek z początku, a reszta... cóż, widział ktoś kiedyś zdjęcie Kwiatu Paproci?...
powrót do góry...
|
KOROWODY WIOSENNE na Wyspie Słodowej
22.04.2007
więcej zdjęć...
|
W słoneczne niedzielne popołudnie na Wyspie Słodowej było pełno ludzi - każda ławka zajęta, na trawnikach też relaks: można nawet zdjąć buty! Wiosna właściwie już przyszła. Aby wzmocnić jej działanie zebrałyśmy nasz żeński skład obrzędowy - grupę „Niskie Łąki” i przygotowałyśmy repertuar pieśni wiosennych, a zwłaszcza korowodów i wesnianek z terenów Ukrainy i Rosji.
Korowody to bardzo archaiczne formy choreograficzne. Jako wiosenne tańce obrzędowe były znane we wszystkich kulturach słowiańskich, do dzisiaj można spotkać ich pozostałości w niektórych wsiach rosyjskich czy ukraińskich, jako zabawy dziecięce lub przynajmniej we wspomnieniach starych ludzi.
Symboliczne przeplatanie i wicie się korowodów, koliste lub spiralne układy taneczne, nawiązują m.in. do rozkwitającej na wiosnę bujnej roślinności oraz do ruchów przepływającej wody.
Wesnianki to wschodniosłowiańskie obrzędowe pieśni wiosenne. Ich ostre brzmienie i charakterystyczne „wyhukiwanie” na końcu frazy miało na celu pobudzenie witalnych sił natury i symboliczne przywołanie wiosny. Teksty wesnianek zawierają często oryginalne słowa, których znaczenia nikt już nie jest w stanie jasno wytłumaczyć. Prawdopodobnie przetrwały one do dzisiaj przez setki lat, niewiele zmienione od czasów przedchrześcijańskich.
Jak zwykle do naszej stałej ekipy śpiewającej przyłączyło się grono przyjaciół - sympatyków naszej działalności. Pojawiło się też parę osób, które o naszej akcji dowiedziało się z internetu. Dodatkowo w korowodach wzięło udział kilkoro przechodniów, a nawet pies ;)
Chociaż dzikie śpiewy i obrzędowe tańce najwyraźniej są dla współczesnych mieszczuchów zupełną egzotyką, ich moc dała się odczuć. Nawet jeśli symbolika jest zbyt archaiczna i nieczytelna, oczywista jest nadal siła naszych głosów i radość ze wspólnej zabawy. Teraz mamy pewność, że wiosna naprawdę rozkwitła!
powrót do góry...
|
PRZYWOŁYWANIE WIOSNY - Topienie Marzanny
21.03.2007
więcej zdjęć...
|
Dzień wcześniej padał jeszcze śnieg. Było zimno i mokro. Wszyscy mieli dość. Do naszej Centrali wpłynął wniosek, że trzeba utopić jędzę-zimę, bo już najwyższy czas! Kiedy niosłyśmy olbrzymią Marzannę w stronę Rynku, przechodnie kibicowali nam i doradzali najlepsze sposoby podpalania i topienia.
Marzanna była wielka i wspaniała, zrobiona głównie z papieru oraz patyków, gałęzi, traw i trzcin zebranych nad Odrą, na wysokości przepięknych Niskich Łąk. Ozdobiłyśmy ją licznymi atrybutami śmierci - trupia maska, naszyjnik z kości, papierosowe kiepy i kokardy ze starych gazet symbolizowały starość, choroby i utrapioną zimę. Razem z przyjaciółmi, którzy przyłączyli się do nas na Rynku, okrążyliśmy Ratusz śpiewając wielozwrotkową i bardzo archaiczną pieśń o Marzance.
Po tej manifestacji ruszyliśmy ulicą Kuźniczą w stronę Odry i dotarliśmy na Wyspę Piasek. Tam, wznosząc bojowe okrzyki „Marzanna z miasta! Nowe Latko do miasta!” , pożegnaliśmy zimę i posłaliśmy ją do morza. Kukła zachowała się bardzo spektakularnie - paliła się jeszcze długo w wodzie i spoglądała na nas wymownie przez swą śmiertelną maskę, oddalając się w stronę Mostu Uniwersyteckiego. Mimo zimnego wiatru, przystroiliśmy nasz zielony Gaik pomalowanymi wydmuszkami, kwiatkami i wstążkami z bibuły. Z tym kolorowym „Nowym Latkiem” ruszyliśmy z powrotem do Rynku, śpiewając o nim piosenkę i życząc wszystkim powodzenia. Kolorowe wstążki powiewały wesoło a symboliczny tryumf życia nad śmiercią „przywołał kilka promieni słonecznych zza chmur”;-)
Planowane przywitanie wiosny w Rynku zostało jednak przyćmione przez inną wielka imprezę - natknęliśmy się na przedziwną kolumnę łysych młodzieńców, otoczonych przez policyjny kordon. Wznosili dziwne hasła o jedynej białej rasie i rozsiewali nieprzyjemny zapach... Ewakuowaliśmy się z Rynku na Plac Solny, gdzie obywatele Wrocławia głośno domagali się przerwania zaskakującej rynkowej manifestacji. Kilkoro z nas dołączyło do tej grupy z naszym Gaikiem jako kolorową afirmacją, pozytywnym znakiem w tym całym zamieszaniu...
W każdym razie wiosna wreszcie nadeszła i życzymy wszystkim wspaniałego nowego lata!
Po raz kolejny dziękujemy osobom zaangażowanym w organizację oraz przyjaciołom, którzy przybyli specjalnie na naszą akcję w ten zimny dzień - niektórzy nawet dotarli z dalekiej stolicy!
powrót do góry...
|
ZAPUSTY na Wrocławskim Rynku
20.02.2007
więcej zdjęć...
|
W ostatkowy „Kusy Wtorek”, o godzinie 15.00 wyszłyśmy na Rynek w doborowym składzie śpiewaczek z Pracowni Muzyki Tradycyjnej „NISKIE ŁĄKI”. Szybko dołączyło do nas nieco przyjaciół i znajomych, którzy przybyli specjalnie, aby zabawić się z nami. W przebraniach dominowała sprośna czerwień, a na Zielonej Dwukółce ciągnęliśmy stos rekwizytów - każdy mógł się przyłączyć i wybrać coś dla siebie. Ruszyliśmy dookoła Rynku.
Głównymi postaciami byli: Przewrotny Kapłan Sekty „Trzepaczka”, Dziki Czerwony Kozioł, Cygańska Siostra Miłosierdzia, Prawdziwy Artysta w Sukni oraz Postać w Stroju Etnicznem. Zanosiliśmy modły do symbolicznej Flaszki, tańczyliśmy z przechodniami i robiliśmy straszny hałas - może dlatego ktoś poprosił Straż Miejską o interwencję i panowie zmuszeni byli sprawdzić nasze zezwolenie na akcję?
Nie pomogło to wcale - z wielkim wrzaskiem, jako banda Moherowych Beretów, zatłukliśmy naszego Prawdziwego Artystę. Ponieważ jednak wniesiono o przedłużenie karnawału do następnego roku, Artysta zmartwychwstał, po czym spontanicznie przystroiliśmy drzewko koło pomnika Fredry jako nową choinkę... Na koniec jednak dotarła do nas wieść o nadchodzącym Poście, więc z płaczem i lamentami po raz ostatni zaśpiewaliśmy na pochwałę Gorzałki i Bezeceństw, po czym grzecznie, acz w wielkim stylu ;-), wynieśliśmy się z Rynku...
Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w naszej zabawie. Wiele wzruszających sytuacji z przechodniami po raz kolejny pokazało nam, jak dużo radości można sprawić innym, dając im do ręki instrument, czy prosząc do tańca... Oby za rok było nas jeszcze więcej! Karnawał czeka uśpiony w każdym z nas!!!
powrót do góry...
|
Projekt zrealizowano dzięki wsparciu Gminy Wrocław
www.wroclaw.pl
|
|